Spis treści
- Piotr Wodecki
Najważniejsze informacje:
- Największe straty pieniędzy biorą się z wyboru złej firmy. Takiej, która chce sprzedać jak najwięcej i jak najszybciej, zamiast doradzić i zaplanować pod realne potrzeby klienta.
- Pośpiech kosztuje więcej niż cierpliwość. Kupowanie wszystkiego naraz, w jednym zamówieniu, generuje błędy, których naprawa wychodzi drożej niż rozłożenie inwestycji na etapy.
- Strefę relaksu w ogrodzie warto budować w trzech etapach. Najpierw podbudowa i nawierzchnia, potem zadaszenie, na końcu meble, oświetlenie i dodatki.
- Podbudowa to fundament, na którym nie wolno oszczędzać. Złe spady, słabe podłoże i brak odwodnienia kończą się wymianą całego tarasu po kilku sezonach.
- Zadaszenie to kręgosłup całej strefy. Do niego dokleja się rolety, ściany, oświetlenie i ogrzewanie, dlatego trzeba je dobrać z myślą o tym, co dołożysz w przyszłości.
- Meble i dodatki wybieraj dopiero, kiedy widzisz gotową przestrzeń na żywo. Z katalogu nie da się przewidzieć, gdzie pada światło, gdzie wieje i jak realnie ułoży się układ siedzeń.
- Dobrze zaplanowana strefa relaksu w ogrodzie wydłuża sezon z kilku tygodni latem do nawet pół roku lub całego roku. Z tarasu robi się drugi salon, tylko na świeżym powietrzu.
Czym jest strefa relaksu w ogrodzie?
Strefa relaksu w ogrodzie to nie to samo co taras. I to jest pierwsza rzecz, którą warto zrozumieć, zanim zaczniesz cokolwiek planować. Taras lub pergola to po prostu kawałek nawierzchni przy domu. Strefa relaksu w ogrodzie to przestrzeń, która ma konkretną funkcję. Będziesz tam odpoczywać, jeść z rodziną, przyjmować gości, czytać wieczorem, pracować w cieniu w upalny dzień. Cokolwiek, co dla Ciebie znaczy relaks.
Różnica jest taka, że taras możesz zrobić bez zastanowienia, nawet samemu. Wylewasz beton, kładziesz deski, stawiasz dwa krzesła i już jest. Strefę relaksu w ogrodzie trzeba zaprojektować. Pomyśleć, skąd świeci słońce o której godzinie. Skąd wieje wiatr. Gdzie widzą Cię sąsiedzi, a gdzie masz spokój. Co Cię najbardziej irytuje w obecnym ogrodzie i czego chciałbyś uniknąć w nowym.
Dobra strefa relaksu w ogrodzie działa w trzech wymiarach jednocześnie. Daje osłonę, czyli chroni Cię przed słońcem, deszczem, wiatrem i wzrokiem z zewnątrz. Daje komfort, czyli sprawia, że temperatura, akustyka i światło są takie, że chce Ci się tam siedzieć godzinami. I daje funkcję, czyli ma układ dopasowany do tego, jak realnie chcesz z niej korzystać. Jeśli zabraknie któregokolwiek z tych trzech wymiarów, masz ładny taras, ale nie strefę relaksu.
I to jest właśnie różnica, którą widzę u klientów. Ci, którzy poświęcają czas na zaplanowanie tych trzech rzeczy, korzystają ze swoich ogrodów codziennie. Ci, którzy kupili sobie ładne meble i postawili je na pierwszym lepszym kawałku tarasu, siedzą tam dwa razy w sezonie i (czasem) się dziwią, dlaczego im się nie chce.
Dlaczego większość ludzi traci pieniądze na strefę relaksu w ogrodzie?
Najwięcej osób traci pieniądze nie na samych materiałach, tylko na podejściu. Trafiają na firmę, która chce sprzedać. Nie doradzić, nie zaplanować, tylko sprzedać. Jak najwięcej, jak najszybciej i jak najdrożej. Potrzeba klienta schodzi na dalszy plan. Liczy się zysk firmy.
Słyszałem od klientów to wiele razy. Klient przychodzi z pomysłem, a wychodzi z fakturą na rzeczy, których w ogóle nie potrzebował. Albo z konstrukcją, która wygląda ładnie na wizualizacji, ale w realu nie działa. Słońce wchodzi pod złym kątem, wiatr wieje bokiem, deszcz zalewa taras, bo nikt nie pomyślał o spadkach. A na koniec klient siedzi na tarasie i widzi, że coś jest nie tak.
Druga rzecz, którą widzę bardzo często, to kiedy klient sam siebie wpędza w kłopoty, bo chce wszystko od razu. Pergola, meble, donice, oświetlenie, grill, kuchnia letnia. Cała strefa relaksu w ogrodzie w jednym zamówieniu, jednego dnia, jednym kosztem. Rozumiem to. Naprawdę rozumiem, bo czasami z firmami ciężko się dogadać i ludzie boją się, że jak rozłożą inwestycję na etapy, to potem nikt im tego nie skończy. Tylko że ten pośpiech kosztuje. I to konkretnie.
Jak to wygląda w praktyce? Klient kupuje od razu komplet mebli, bo widział je w katalogu i mu się spodobały. Wszystko przyjeżdża, ustawiamy, gotowe. Po dwóch tygodniach okazuje się, że stół jest o pół metra za długi, sofa nie mieści się tam, gdzie miała stać, a fotel zasłania widok z kuchni. Komplet jest ciężki, ciężko go przestawić, sprzedaż używanych mebli to strata połowy wartości. A wystarczyło poczekać i kupić meble dopiero wtedy, kiedy taras i zadaszenie były gotowe i można było realnie zobaczyć przestrzeń.
To samo z zadaszeniem. Ktoś wybiera profil pergoli, bo zobaczył go u znajomych. Nie sprawdza, czy ten profil jest kompatybilny z roletami bocznymi, ze szklanymi ścianami, z systemem zaślepień. Później chce dołożyć ściankę boczną, bo wieje, i okazuje się, że trzeba kombinować. Wszystko da się zrobić, ale estetyka cierpi. Widać, że to składanka, a nie spójny projekt. A za tę składankę klient płaci więcej niż za rozwiązanie zrobione od razu z głową.
Jak podchodzimy do budowy strefy relaksu w ogrodzie w naszej firmie?
U mnie wygląda to inaczej i myślę, że odzwierciedlają to opinie klientów. Zawsze mówię to samo. Przy wyborze tego, co jest dostępne na rynku, można zaszaleć. Zamówić wszystko, przywieźć, poskładać i zobaczyć, jak wyjdzie. Można cieszyć się efektem albo nie. Tylko po co tak ryzykować, jeśli można zrobić to inaczej.
Polecam podejść rozważnie na etapie zakupów, przespać się parę razy z tą myślą i zrobić to po kolei. Najpierw rzeczy, które są fundamentem. Potem dopiero reszta.
Etap pierwszy – podbudowa i nawierzchnia
Zaczynam zawsze od podłoża. Robię u klienta całą podbudowę na gotowo, bez żadnej ingerencji z jego strony. Mój zespół zajmuje się wszystkim. Dowóz materiałów, dobór, wykonanie. Po stronie klienta zostaje tylko jedna decyzja – jak ma wyglądać nawierzchnia górna. Czy to deska kompozytowa, czy taras drewniany, czy gres, czy kostka. To wybiera klient, bo to widzi codziennie i to musi mu się podobać.
Podbudowa to nie jest etap, na którym można oszczędzać. Tu decyduje się trwałość całej strefy relaksu w ogrodzie. Złe spadki to woda stojąca po deszczu. Słabe podłoże to deski, które po dwóch sezonach zaczynają pracować. Brak odwodnienia to gnijące deski i wymiana całego tarasu po pięciu latach. Te oszczędności na początku potrafią potem kosztować trzy razy tyle.
Etap drugi – zadaszenie
Drugi etap to zadaszenie i tu klient musi się zatrzymać. To jest moment, w którym najczęściej widzę błędy. Zadaszenie to nie jest tylko sufit nad głową. To kręgosłup całej strefy relaksu w ogrodzie, bo do niego później dokleja się wszystko inne. Rolety boczne, ściany szklane, oświetlenie, ogrzewacze, czasami zasłony.
Jeśli źle wybierzemy zadaszenie na początku, później jest problem z konfiguracją ścian, wypełnień, dodatków. Nie wszystkie profile pergoli są kompatybilne z innymi rozwiązaniami. I tu znowu, wszystko da się zrobić, ale estetyka troszeczkę zostawia do życzenia. Widać kombinację zamiast spójnego systemu.
Dlatego na tym etapie klient musi sobie odpowiedzieć na kilka pytań. Co tak naprawdę chce osiągnąć w efekcie końcowym. Czy strefa relaksu w ogrodzie ma być otwarta i przewiewna, czy zamknięta i używana również jesienią. Czy mają tam być rolety. Czy planuje w przyszłości szklane ściany. Czy chce oświetlenie ledowe wbudowane w profile. To są decyzje, które trzeba podjąć teraz, bo potem jest po ptakach.
Jak przygotować strefę relaksu w ogrodzie tak, żeby to wszystko zaplanować? Najlepiej wybrać firmę, która zada Ci te pytania, zanim coś sprzeda. Jeśli na pierwszym spotkaniu od razu pokazują Ci ofertę, a nie pytają, jak chcesz korzystać z tej przestrzeni, to powinien być sygnał ostrzegawczy.
Etap trzeci – meble, oświetlenie, dodatki
Ta sama logika dotyczy mebli ogrodowych. Klient na etapie pierwszego zakupu chce już wszystko. Komplet do siedzenia, stół, fotele, donice, latarnie. Tylko że dopiero kiedy podłoga i zadaszenie stoją, widać realnie, ile jest miejsca. Z której strony pada światło o jakiej porze. Gdzie wieje, a gdzie jest cicho. Skąd najlepiej patrzy się na ogród.
Mam klientów, którzy przyznali wprost, że gdyby kupili meble od razu, kupiliby zupełnie inne. Bo dopiero po miesiącu siedzenia w gotowej strefie relaksu zobaczyli, że stoliczek miał być troszeczkę inny, dłuższy, że poduszki w innym kolorze i kształcie pasowałyby lepiej, a fotel powinien być obrócony w inną stronę.
Sam dobór kolorów to też część po stronie klienta. Nie każdy to widzi na etapie pomysłów w głowie. Może się wydawać, że wszystko jest piękne i ładnie się komponuje, a potem coś gryzie. Gra światła w ogrodzie jest bardzo ważna i nie da się jej przewidzieć z katalogu. Trzeba zobaczyć ją na miejscu.
Dlatego zalecam etapowość. Pierwszy etap, drugi etap, trzeci etap. Wtedy można spokojnie wszystko dopasować. Zmienić kolor poduszek, dołożyć donicę, przesunąć lampę, kupić inny stół. Jeśli zamówisz wszystko naraz, niestety, ale Twoja strefa relaksu w ogrodzie niekoniecznie będzie takim relaksem, jakim miała być. Teoretycznie wszystko będzie nowe, ładne i dopasowane. Ale jak usiądziesz wieczorem i popatrzysz wokoło, pomyślisz, że jednak coś byś zmienił. Tylko już nie zmienisz, bo wszystko jest świeżo kupione i strata na sprzedaży byłaby ogromna.
Pośpiech nie jest najlepszym doradcą przy strefie relaksu w ogrodzie. To jest miejsce, w którym masz spędzać setki godzin przez najbliższe dziesięć lub piętnaście lat. Naprawdę warto poświęcić mu dwa, trzy miesiące planowania zamiast kupować wszystko w jeden weekend.
Co daje dobrze zaplanowana strefa relaksu w ogrodzie
Powiem na konkretnym przykładzie. Teraz, kiedy piszę te słowa (w maju), na zewnątrz jest około 12 do 15 stopni. Średnio przyjemnie, raczej chłodno. A u mnie pod zadaszeniem, na tarasie, jest 22 stopnie, bo słońce w ciągu dnia nagrzało całą przestrzeń i ciepło zostało pod dachem. Mogę sobie usiąść, pić kawę, pracować, czytać. To jest maj. Wcześniej wiosną też z tego korzystałem. I jesienią będę korzystał aż do listopada.
To jest różnica między zwykłym tarasem a strefą relaksu w ogrodzie zrobioną z głową. Zwykły taras to lato, kilka tygodni, kiedy mamy pięknie ciepło. Dobrze zaplanowana strefa to pół roku, czasami nawet i cały rok. Z zadaszenia, które miało być zwykłym sufitem nad tarasem, robi się drugi salon. Tylko że na zewnątrz, z widokiem na ogród, z powietrzem i światłem.
Funkcjonalność, nie tylko estetyka. Brak kłopotów z deszczem, wiatrem, słońcem o złej porze. Wydłużony czas użytkowania w skali roku. To są rzeczy, których nie widać na zdjęciach katalogowych, ale to one decydują, czy będziesz z tej przestrzeni naprawdę korzystał, czy będzie stała pusta.
Najważniejsze rzeczy do zapamiętania
Jeśli mam streścić to wszystko w kilku zdaniach, to powiedziałbym tak:
- Wybierz firmę, która pyta zanim sprzeda. Jeśli na pierwszym spotkaniu pokazują Ci ofertę, a nie zadają pytań o to, jak chcesz korzystać z ogrodu, idź dalej.
- Rób strefę relaksu w ogrodzie etapami. Najpierw podbudowa i nawierzchnia. Potem zadaszenie z myślą o tym, co będziesz chciał dołożyć w przyszłości. Meble, dodatki i kolory dopiero kiedy widzisz przestrzeń na żywo.
- Nie kupuj wszystkiego naraz. Wiem, że jest pokusa, żeby mieć od razu komplet. Tylko że ten komplet kupiony z katalogu rzadko pasuje do rzeczywistości. A wymiana kosztuje więcej niż cierpliwość.
- Pytaj o kompatybilność. Profile pergoli, rolety, ściany, oświetlenie. To wszystko musi do siebie pasować systemowo, a nie być składanką z różnych źródeł. Inaczej dostaniesz przestrzeń, która działa, ale wygląda jak zlepiony zestaw.
- Strefa relaksu w ogrodzie to nie jest projekt na weekend. To jest miejsce, które ma Ci służyć latami. Daj sobie czas, żeby zrobić to dobrze. Wybierz firmę, która rozumie, że Twoja potrzeba jest ważniejsza od ich szybkiej sprzedaży. I ciesz się tym, że masz drugi salon na świeżym powietrzu, z którego korzystasz od kwietnia do listopada, a nie zaledwie kilka tygodni latem.
Umów się na bezpłatną konsultację!
Doradzimy, wycenimy, przywieziemy i zamontujemy Twój taras, saunę, balię i wiele więcej!
Umawiam się